Mamo, ja wiem, że pilot na łóżku nie umiera

Wojciech Pokora
Wojciech Pokora
Jest noc z 16 na 17 września 1943 roku. Z lotniska RAF Tempsford startują trzy samoloty. Pierwszy to Halifax BB-378 „D”. Na jego pokładzie znajduje się dwóch cichociemnych – Bronisław Rachwał „Glin” i Hieronim Dekutowski „Zapora”. Drugi samolot to Halifax JN-911 „Z”, przerzucający do Polski Norberta Gołuńskiego „Bombrama”, Ottona Wiszniewskiego „Topolę” i Bogusława Żórawskiego „Tajfuna”. Po zrzutach obie maszyny wróciły do bazy. Trzeci samolot to Halifax BB-309 „T”. Na jego pokładzie znajdowali się – Mirosław Kryszczukajtis „Szary” i Bernard Wiechuła „Maruda”. Za sterami siedzieli Tadeusz Miecznik i Eugeniusz Kasprzak. Ten ostatni nigdy już nie wrócił z misji.

– Tu jest samolot, na którym on uczył się latać – opowiada Michał Kasprzak, stryjeczny wnuk Eugeniusza, który siedział za sterami Halifaxa feralnej nocy. Znajdujemy się w Punkcie Edukacyjnym Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, gdzie niedawno powstał mural poświęcony lotnikowi z Lublina. Twórcą grafiki jest właśnie Michał, który tłumaczy nam co znajduje się na rysunku. - A tu jest maszyna, którą w zasadzie przeleciał tylko raz. Bo tak to latał na innym modelu. Latał też na Halifaxach, tylko akurat konkretnie na tej maszynie zrobił tylko jeden lot. I to był ten lot tragiczny – dodaje artysta.

Eugeniusz Kasprzak urodził się w styczniu 1922 roku w Lublinie przy ul. Rolnej 10a, na Bronowicach. W pobliżu jego rodzinnego domu działała fabryka samolotów i lotnisko.

– A tu jest fabryka Plagego i Laśkiewicza wymalowana – kontynuuje opowieść Michał Kasprzak. – Bliskość tej fabryki, a pracował tam brat Eugeniusza z żoną, też miała wpływ na jego losy. On nasiąkał tym lotnictwem.

Pragnienie latania

Marzenie o lataniu Eugeniusz zaczął spełniać dość wcześnie. Matka nie chciała się zgodzić, by jeszcze jako nastolatek zapisał się na kurs spadochronowy i szybowcowy. Bała się, że piloci giną w katastrofach, widywali je na pobliskim lotnisku. Jak wspomina bratanek przyszłego bohatera, Andrzej Kasprzak, Gienek musiał postawić na swoim:

– Odpowiedział mamie, że wie, że pilot w łóżku nie umiera. A potem namówił ojca, żeby podpisał mu niezbędne dokumenty. Najpierw był kurs szybowcowy, potem szkoła pilotażu. Latał samolotem, nad naszym domem, machał skrzydłami rodzicom i małemu bratu, bo mój ojciec miał wtedy 6 lat. Pierwsze samodzielne loty wykonywał tutaj, nad Lublinem – opowiada pan Andrzej.

Eugeniusz skończył kurs szybowcowy i spadochronowy, a następnie wstąpił do Szkoły Pilotów Polskich w Świdniku. Jak czytamy w książce „Gienek. Pilot z Lublina”, opracowanej przez brata jej bohatera, Zbigniewa, adepci (a było ich 40) latali na samolotach RWD-8. Znakami rozpoznawczymi samolotu Eugeniusza były litery SP-BHU:

„Później to „BHU” pojawia się w listach pisanych do nas w czasie okupacji jako rodzaj szyfru – pisze w przedmowie książki brat Zbigniew. – Gdy Gienek pisał na przykład, że pracuje w BHU, wiedzieliśmy, że działa w lotnictwie. Brat bał się, że Niemcy dowiedzą się, że jest pilotem i służy w wojsku przeciw nim. Gdyby to wyszło na jaw, cała rodzina byłaby stracona razem z nim”.

Wojna przyszła szybko

Wojna wybuchła rok po tym, gdy Eugeniusz wstąpił do szkoły pilotów.

– Mając 17 lat chłopak powinien trzymać się spódnicy matki i przeczekać wojnę, ale on poszedł z dorosłymi ludźmi, z żołnierzami – opowiada Andrzej Kasprzak.

Faktycznie, tuż przed wybuchem wojny Szkołę Pilotów Polskich przeniesiono ze Świdnika do Łucka. Spodziewano się, słusznie, że Niemcy jeśli zaatakują, zaczną naloty na lotniska. W Lublinie takie bombardowanie miało miejsce już 2 września. Jednak front postępował szybko i z Łucka ewakuowano się do Rumunii. Opis tego wydarzenia znajdujemy w cytowanej wcześniej książce:

„Gienek wsiadł do samolotu(…). Jakiś żołnierz prosił go jeszcze, by wziąć go jako pasażera. Eugeniusz się zgodził. Razem polecieli do Rumunii. Eugeniusz leciał bez pilotki, bez uzbrojenia, bez map, miał tylko rewolwer, krótką broń, nic więcej. Nie mieli się czym bronić. W trakcie lotu napotkali niemieckie bombowce, zdołali jednak jakoś wymanewrować i uniknąć zestrzelenia. Jednak druga grupa bombowców leciała wprost na nich. I tym razem zestrzelili polski samolot”.

Dalsze losy pilota z Lublina były typowe dla wojennych tułaczy, którzy opuścili Polskę przez Rumuńską granicę. Plan był taki, by dostać się do Francji. Jednak najpierw trafił na kilka miesięcy do ciężkiego rumuńskiego więzienia w Fagaras. Następnie popłynął statkiem „Transylvania” do Istambułu, a stamtąd przez Bejrut do Marsylii. Po kapitulacji Francji ewakuował się do Anglii. Trafił do RAF. Służył w Gloucestear a następnie w Blackpool. Latał w 301 i 304 dywizjonie bombowym, a następnie został przeniesiony do specjalnego dywizjonu 138 SGM RAF. Brał udział w lotach nad Francję. Aż nastała noc z 16 na 17 września 1943 roku.

Śmierć i upamiętnienie

Po dokonaniu zrzutu nad Polską pilotowany przez Eugeniusza Kasprzaka samolot wracał do Anglii przez Danię. W pewnej chwili na niebie pojawił się niemiecki Ju-88, który zaatakował i zestrzelił Halifaxa. Samolot spadł na dom farmera Laurista Christensena, zabijając pięć osób. Zginęło także pięć osób z siedmioosobowej załogi samolotu. Eugeniusz Kasprzak zmarł po kilku dniach w szpitalu w wyniku poparzeń. Już w 1945 roku w duńskim Slaglille upamiętniono poległych lotników.

– Na początku to był kamień, duży głaz z wyrytymi nazwiskami – tłumaczy bratanek Eugeniusza. - Później społeczność duńska ufundowała pomnik – dwa skrzyżowane samoloty, na pamiątkę tych dwóch, które ze sobą walczyły. Odlane są z metalu na takim dużym cokole. Na odsłonięcie tego pomnika, jeszcze za czasów komunistycznych, chciał pojechać najstarszy brat ojca. Prosił, żeby go dołączyli do delegacji. Odpisano, że nie mają miejsc. Pojechał ktoś z Warszawy, z jakiejś instytucji. Gdy już zmieniły się czasy, to brat pojechał i przykleił na tym grobie zdjęcie Gienka.

Ale to nie jedyne upamiętnienie lotnika z Bronowic. Pamięta o nim też Lublin. - Nastał czas na przypomnienie tych bohaterów – mówi Andrzej Kasprzak, bratanek Eugeniusza. - Dla mnie to bardzo wzruszające, że nadano mu pośmiertnie stopień oficerski, wszystkie uroczystości odbywały się w Szkole Podstawowej nr. 31 w Lublinie, która zlokalizowana jest na terenie dawnego lotniska.

Poza tym imieniem Eugeniusza Kasprzaka nazwane jest rondo na skrzyżowaniu ulic Chemicznej, Krańcowej i al. Witosa. Dziś do upamiętnień dołączył lubelski IPN.

– Pamięć o takich osobach powinna być przywracana, a mural jest dobrą formą przywracania pamięci – mówi Marcin Krzysztofik, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. – Bardzo ciekawe w tym przypadku jest to, że mural stworzyli członkowie rodziny upamiętnionego na nim bohatera.

– Mural tworzyliśmy wspólnie z żoną – tłumaczy Michał Kasprzak. – Miałem przyjemność zaprojektować okładkę do książki o Eugeniuszu. Na tej okładce jest mniej więcej ta sama podobizna co na muralu. Stąd był ten pomysł, żeby może przenieść tę okładkę na ścianę. I to wyszło. Bardzo chciałem zrobić ten rysunek na ścianie. A że tak wyszło, że w takim miejscu i że będę mógł przekazać pamiątki, które zostały po dziadku i po Eugeniuszu, których jestem oficjalnym spadkobiercą, uważam, że będzie dużo lepiej, jeżeli one będą zaprezentowane i tę cześć historii będzie mogła poznać większa liczba osób, niż gdyby były zamknięte w barku.

Mural został odsłonięty w piątek (24 września) o godz. 10 w Punkcie Edukacyjnym IPN na rogu ulic Szewskiej i Staszica. Równocześnie otwarta została wystawa pamiątek po Gienku - pilocie z Lublina.

Bon na kulturę. Do wydania 400 euro!

Wideo

Materiał oryginalny: Mamo, ja wiem, że pilot na łóżku nie umiera - Kurier Lubelski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie