Akademicki Lublin. Jak teraz będzie wyglądało życie studenckie w stolicy Lubelszczyzny?

Joanna Jastrzębska
Joanna Jastrzębska
Udostępnij:
Zatłoczone autobusy, pełne kluby studenckie i tętniące życiem ulice. Wielkimi krokami zbliża się październik, czas, kiedy każdego roku Lublin stawał się jednym wielkim miasteczkiem akademickim. Jak to będzie wyglądało teraz, u progu czwartej fali pandemii koronawirusa?

Studia na lubelskich uczelniach cieszą się podobną popularnością jak w poprzednich latach. Już wiadomo, że na Uniwersytecie Medycznym akademicką przygodę rozpocznie 1515 osób. Nie jest to jednak ostateczna liczba.

– W roku 2019 studia rozpoczęło 1548 studentów, a w poprzednim 1537. Tegoroczna rekrutacja trwa do 30 września – informuje rzecznik uczelni Wojciech Brakowiecki.

Również Politechnika Lubelska i Uniwersytet Przyrodniczy odnotowały mniejszą liczbę chętnych, jednak tam także nadal spływają zgłoszenia od kandydatów na studia.

Żacy przyjeżdżający do Lublina mieli niebagatelny wpływ na lokalny biznes: – Szacujemy, że w ciągu roku zostawiają w Lublinie prawie 100 mln zł, a przynajmniej takie wielkości wchodziły w grę przed pandemią koronawirusa. Dzięki studentom urósł sektor wynajmu mieszkań „premium”. Ich obecność ma też wpływ na wzorce konsumpcji, usługi, restauracje – zaznacza dyrektor Wydziału Strategii i Przedsiębiorczości Urzędu Miasta Lublin, Mariusz Sagan.

Kolokwium z organizacji życia

– Przeprowadzka na studia do innego miasta to dla mnie duże przedsięwzięcie i to nie tylko z powodu pieniędzy – mówi studentka pierwszego roku etnologii, Antonina Kozak. – Kiedy chcemy pogodzić i przeprowadzkę, i pracę, to sprawia, że w końcówce września i na początku października działamy na niesamowicie wysokich obrotach i trochę nawet nie wiemy, co się dzieje dookoła. Dlatego dobrze by było, gdyby uczelnia od razu jasno powiedziała, w jakich warunkach będzie się odbywała nauka i podała plan lekcji, tak żebyśmy wiedzieli, ile uczymy się zdalnie, a ile stacjonarnie.

Nie jest to odosobniona opinia. Choć większość lubelskich uczelni zadeklarowała, że z powodu obostrzeń pandemicznych przeprowadzi naukę w trybie hybrydowym, studenci nadal mają wątpliwości – nie wiedzą, jak dużo zajęć będzie się odbywało stacjonarnie i czy mieszkanie w Lublinie jest dla nich opłacalne.

– Dopiero niedawno dowiedzieliśmy się, że uczelnia poprowadzi zajęcia hybrydowo, ale to nic nie rozstrzyga, bo dalej nie znamy konkretów – mówi Magda Dąbrowska, studentka trzeciego roku filologii polskiej na UMCS. – Jeśli będziemy mieli na przykład tylko 2 dni zajęć stacjonarnych, to nie będzie się opłacało ani wynajmowanie stancji, ani akademika.

Niepokój wywołuje także rozwój pandemii. Studenci martwią się, że nawet jeśli zajęcia będą odbywać się w uczelnianych ławkach, taki stan rzeczy nie potrwa długo. Uczelnie jednak nauczone doświadczeniem ostatnich semestrów biorą pod uwagę każdy możliwy scenariusz. – Wszyscy chcielibyśmy, żeby studia odbywały się w trybie stacjonarnym. Jeśli jednak sytuacja epidemiczna wymusi na nas przejście na całkowitą edukację zdalną, jesteśmy na to przygotowani – zaznacza rzeczniczka Politechniki Lubelskiej Iwona Czajkowska-Deneka.

Cztery kąty i studencka kieszeń

Do mieszkania w Lublinie w niepewnym czasie pandemii nie zachęca studentów rynek nieruchomości.

– Przez ostatni rok trzymałam mieszkanie na wypadek powrotu do stacjonarnej nauki, ale dowiedziałam się, że mój rocznik nadal będzie studiował zdalnie. Nie jestem z tego zadowolona, bo piszę magisterkę i chciałabym mieć łatwy dostęp do biblioteki i promotora – mówi studentka piątego roku prawa na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. – Teraz przyjechałam na ostatni egzamin, ale jestem w trakcie wyprowadzki. Wracam do rodzinnych Kielc – dodaje.

Jak przyznają studenci, narodowa kwarantanna wyrwała ich z codzienności, jaką były studia, praca i życie w Lublinie. – Na początku miało być to chwilowe, później ten okres się wydłużył i trzeba było zorganizować sobie życie na nowo. Okazało się, że lepszym wyborem będzie dla mnie powrót do domu rodzinnego niż wynajmowanie mieszkania tylko po to, aby dorywczo pojawiać się w pracy, a resztę czasu spędzać przed ekranem laptopa – mówi studentka UMCS Katarzyna Śpiewak. – Oczywiście, że trochę żałuję, że nie mogłam zostać w Lublinie dłużej. To naprawdę bardzo fajne miasto dla studentów, w którym można poznać wielu interesujących ludzi oraz zająć się wieloma ciekawymi rzeczami, ale wtedy trzeba było podjąć jakąś decyzję, a moja była właśnie taka.

Jak zaznacza właściciel Protekt Nieruchomości Adam Mirecki, średnia cena wynajmu mieszkania wzrosła w ciągu roku o 10 proc. do nawet 20 proc. – W tamtym roku studia były nawet nie hybrydowe, tylko w całości zdalne, co spowodowało mocne zachwianie na rynku najmu. Wpłynęły na to oczywiście powroty studentów do rodzinnych domów, ale także wymagania obniżenia czynszu dla tych, którzy mimo wszystko zostali – tłumaczy. Obecne koszty najmu wzrosły, ponieważ właściciele mieszkań chcą sobie zrekompensować trudny rok 2020. Nie bez wpływu na cenę najmu pozostała też ogólna podwyżka cen towarów i usług. Mimo to w ciągu ostatnich czterech miesięcy na rynku nieruchomości zrobił się ruch, jeśli chodzi o mieszkania dla studentów.

– Najpopularniejszą opcją jest nieprzerwanie od przynajmniej dwudziestu lat mieszkanie dwupokojowe. Jeszcze przez dwa ostatnie lata, do pandemii, można było takie znaleźć w granicach 1500-1600 zł, w bliskiej odległości od uczelni. Te ceny trzymały się dość mocno. Teraz poszły w górę, jest to od 1600 do 2000 zł. Mimo to zainteresowanie jest duże, na ten moment nie mam żadnych wolnych mieszkań - dodaje Mirecki. Biorąc pod uwagę liczbę osób wprowadzających się do miasta, Lublin według niego odzyska status miasta studenckiego jeśli nie w 100 procentach, to przynajmniej w 80.

Również akademiki odnotowały oblężenie. Lubelskie uczelnie zgodnie deklarują, że nie mają już wolnych pokoi. O miejsce w budynkach Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Politechniki Lubelskiej starało się więcej osób, niż przewidziano w limicie. Ceny za miejsce w akademiku są zależne przede wszystkim od rodzaju pokoju. Najmniej zapłacą studenci KUL-u za miejsce w 3-osobowym: 340 zł, a najwięcej żacy z Politechniki Lubelskiej w jednoosobowym: 850 zł.

Echa pandemii

Miasteczko akademickie w trakcie pandemii wymarło. – Ten czas był trudny i myślę, że nasz klub odczuł to szczególnie – mówi Marcin Kowalewski, właściciel Klubu Studenckiego Kazik . – Nasza grupa docelowa, czyli żacy, mieli zajęcia zdalne, więc ich nie było. Liczymy na to, że teraz wrócą. Mamy nadzieję, że w naszym klubie będzie tłoczno jak za dawnych czasów. Z niepokojem jednak obserwujemy codzienne statystyki covidowe i obawiamy się, że widmo nauki zdalnej nie jest tak odległe.

Sytuacja nie wyglądała lepiej w akademickich stołówkach Agnieszki Ćwiek: Bazylii i Trójce.

- Mieliśmy pecha, bo otworzyliśmy lokal na ul. Langiewicza w październiku, popracowaliśmy tak naprawdę przez trzy, cztery miesiące, po czym wybuchła pandemia – mówi właścicielka. Szacuje, że w Trójce dochody spadły o przynajmniej połowę, a w Bazylii znajdującej się na Wydziale Filologicznym UMCS „spadły drastycznie”. - Jestem z natury optymistką, ale ten optymizm się powoli kończy. Studenci będą uczyć się hybrydowo, więc nie nastawiam się na poprawę. Piszą do nas wiadomości, dzwonią, mówią że chcieliby odwiedzić nas jak najszybciej, że trzymają kciuki. Bardzo za nimi tęsknimy, czujemy ich wsparcie. Jesteśmy też bardzo zżyci z zespołem, wiele razem przeszliśmy, ale boję się, co jeszcze będziemy musieli przetrwać – komentuje Ćwiek.

Szczególnym miejscem na studenckiej mapie Lublina jest Akademickie Centrum Kultury i Mediów UMCS Chatka Żaka. – Dźwięk saksofonu rozchodzący się po pustych korytarzach. Z takim obrazkiem kojarzy mi się pandemia – mówi dyrektorka placówki Izabela Pastuszko. Podkreśla, że obostrzenia w dużej mierze wymusiły na zespole posadzenie studentów przed ekrany laptopów. Dla niektórych studentów, zwłaszcza zagranicznych mieszkających w akademikach, Chatka była miejscem ucieczki z czterech ścian. – Wpuszczaliśmy pojedynczych studentów, którzy ćwiczyli grę na instrumentach albo korzystali z sal plastycznych. Rezerwowali sale, żeby nie musieć cały czas siedzieć w domach – dodaje Pastuszko.

Jak będzie wyglądała kultura studencka od października? Czy możemy spodziewać się aktywności takiej jak w poprzednich latach? – Myślę, że sytuacja będzie lepsza niż w tamtym roku, ale na to, co było przed pandemią, musimy jeszcze poczekać. Wydaje mi się jednak, że bez względu na to, jak będzie wyglądała większość zajęć, przywilej niespędzania czasu tylko w swoim pokoju przed komputerem jest takim wabikiem, że młodzi adepci dorosłości wyjdą z domów i zajrzą do Chatki. Mam nadzieję, że znajdą to, co jest przyjemnością przebywania z drugim człowiekiem, żeby mieć radość z tego, kim się stają – ocenia Izabela Pastuszko.

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie